środa, 27 kwietnia 2016

Podsumowanie ostatniego miesiąca

Po pierwsze, krosno przypełzło, a wraz z nim wróciła mi chęć do skończenia "ametystowej" pani. Ametystowej w cudzysłowie, bo w rzeczywistości to tam prawie nie ma fioletów. Z tego co pamiętam oryginał, to on aż tak żółty nie jest, cóż, jeszcze jedna wada tego porąbanego wzoru. Wcześniej zrobiłam jeszcze rubin, więcej z tej serii nie wyszywam, szkoda nerwów. Zostało mi pracy na jakiś tydzień do dwóch, chcę to skończyć i zapomnieć. Tylko jak na złość skończył mi się jeden z kolorów i muszę czekać aż dopełznie. Po skończeniu ametystu na krosno wskoczy kolejny Mucha, tym razem w wersji z Golden Kite. Pierwsze podejście do mieszanych kolorów, zobaczymy jak pójdzie. Mooooże gdzieś kiedyś kamienie szlachetne też się pojawią w Golden Kite (Markus kiedyś twierdził, że jak wszędzie na świecie Mucha wyjdzie z ochrony praw autorskich, to się cały pojawi, zostało jeszcze chyba całe kilka miesięcy), jak nie to najwyżej będę robić wzory na zamówienie.

Po drugie, truskawy najpierw poszły w kąt z powodu powyżej, teraz wróciły do łask. Powoli zbliżam się do końca, powinnam do końca tego tygodnia się wyrobić. Chorowanie z jednej strony spowodowało, że siedzę w domu i niby mam więcej czasu - z drugiej nawet haftowanie mnie męczy. Ogólnie zielniki szyje się dobrze, na szczęście zdecydowałam się na len i błogosławię dzień, kiedy na to wpadłam. Nie wyobrażam sobie robienia tych backstitchy w połowę kratki czy to na aidzie, czy na jakimkolwiek evenweave'ie. Tyle, że oryginalny len z zestawu Les Brodeuses Parisiennes to jakieś absurdalne 28 pct, więc krzyżyki wychodzą wielkie. Za to wielkościowo kawałki są idealne na poduszki (46x46 cm), więc niech będzie. Ale jakbym miała z tego robić obrazki, to zdecydowanie na czymś drobniejszym.

Po trzecie, zaczęły przypełzać książki z wzorami i zrobiło się za dużo rzeczy do wyszycia :D. Bo tak z połowę ptaszków z "Le grand livre des oiseaux" bym chiała, i wszystkie ptaszki z "Au fil de l'ocean", i sporo kwiatków z książki Thei Governeur, i kawę i herbatę V. Enginger, i resztę czerwonych owoców, i niektóre kwiatki z zielnika... A tu jeszcze "Herbier" V. Enginger pełznie, i duńskie nici do duńskich projektów... No i do pracy trzeba chodzić. Szkoda, że doba nie ma jakichś 40 godzin i spać trzeba ;)

Fotki będą jak będzie światło.

sobota, 2 kwietnia 2016